Ile jest wart średni kredyt hipoteczny?

Na ile miarodajne są uśrednione wartości kredytów? To zależy, kto i w jaki sposób je określa. Nie ma instytucji, która publikowałaby w miarę na bieżąco takie dane pochodzące z wiarygodnych źródeł, więc wszystkie szacunki opierają się na danych cząstkowych i zwykle historycznych.

Po co w ogóle ta wiedza?

Wiedza o średniej wysokości kredytu hipotecznego może być użyteczna dla wszystkich, którzy podobne zobowiązanie zamierzają zaciągnąć. Będzie jednak praktyczna tylko wtedy, kiedy dodatkowo zna się inne wskaźniki, choćby lokalizacje, daty, dane dotyczące jeśli nie charakterystyki nieruchomości, to przynajmniej jej typu. Bez tego wszystkie szacunki służą przede wszystkim zaspokojeniu ciekawości, choć dla ekonomistów są też jednym z kilku wskaźników, które pozwalają ocenić kierunek i tempo zmian w na całym rynku lub jego wybranych branżach.

Brak spójnych danych

Niestety nikt nie gromadzi pełnych i wiarygodnych danych. Wszystkie dostępne informacje są albo cząstkowe, albo historyczne, albo dotyczą tylko wybranego sektora. Siłą rzeczy więc trzeba posiłkować się też bardziej zgrubnymi szacunkami pochodzącymi ze źródeł średniej klasy. Można dzięki temu ocenić przynajmniej pewne widełki wartości kredytów.

To ważne, ponieważ ktoś, kto będzie chciał zaciągnąć kredyt, mając takie informacje, może już wstępnie sprawdzić, jak wiele problemów będzie na niego czekało w czasie ubiegania się o kredyt: im większa będzie różnica między pożądaną wysokością a średnią (nawet obliczaną z cząstkowych danych), tym trudniej będzie znaleźć kredyt na dobrych warunkach. To oczywiście o niczym nie przesądza, ale stanowi jedną z wielu cennych wskazówek dla kredytobiorców.

Konkrety: jak wysokie są te kredyty?

Dane za 2016 rok mówią, że Polacy za swoje kredyty mogliby wybudować 10 elektrowni atomowych – i są to dość dobre dane, ponieważ podaje je Forbes. Te samo źródło informuje, że wszystkich kredytów mieszkaniowych jest trochę ponad 2 miliony, z czego w ciągu roku udzielono niespełna 190 tysięcy i tylko one były warte niecałe 40 mld złotych, co pozwala każdemu kredytobiorcy na zakup… zaledwie 29 metrów w Warszawie (w cenie niższej niż średnia…).

Money.pl z kolei podaje za ZBP prognozy na 2018, w którym 200 tysięcy kredytów miałoby opiewać na 50 mld złotych. Dla banków to najlepszy okres od 2010 roku, ale nie mają się z czego cieszyć kredytobiorcy, ponieważ w żaden sposób nie przekłada się to na ich większą siłę nabywczą. Po pierwsze rośnie prawdopodobnie wymuszona przepisami kwota wkładów własnych, a po drugie w miastach ceny mieszkań nie spadają, mimo że wiele nowych inwestycji sprzedaje się kiepsko i długo mieszkania są puste.

Co z tego wynika?

Z porównania samych danych o wartości kredytów wynika, że rynek ma się nieźle. W praktyce jednak nie jest to diagnoza jednoznaczna. Kredytobiorcy muszą – im bardziej rośnie kwota kredytu – dokładać coraz więcej do wkładu własnego i nie ma danych, które pozwoliłby oszacować, jaką część inwestycji faktycznie finansuje bank z kredytu, a jaką kredytobiorca z własnych środków (nawiasem mówiąc pochodzących czasem z kredytów konsumpcyjnych).

Warto mieć to w pamięci, ale też zauważać, że w ujęciu makro rynek kredytów mieszkaniowych znowu puchnie i to puchnie dość szybko. Prawidłowa i pełna ocena będzie możliwa jednak dopiero po opublikowaniu innych danych, których… nikt nie zbiera, a jeśli zbiera, to nawet nie mówi, że je ma.

 

ugo